1.06.2014

Rozdział 2

___ Cassie ____

-Nie dzięki.- odpowiedziałam.
I poszłam przed siebie, jednak nie na rękę mi to było bo owy chłopak z burzą loków na głowię pociągnął mnie za nadgarstek.
-Czego chcesz? Wykazałeś się pomagając mi, a teraz spieprzaj!- prawie krzyczałam.
-Ej spokojnie... pamiętasz? Musisz mi się odwdzięczyć- puścił mi oczko.
Eh dobra, myślałam, że on dzisiaj żartował z tym, że mam mu się odwdzięczyć. Nie bardzo wiedziałam jak mam teraz postąpić.
-Co mam niby zrobić?-zapytałam.
-Sprawdziłem, wygląda na to, że jutro masz wolne- dobra miał rację, niestety mam wolne- Tak więc na 20 uszykuj się,a  ja po ciebie przyjadę.- dokończył.
-Wiesz gdzie mieszkam?-
-Zaraz się dowiem- odpowiedział.
-Niby jak?-zapytałam.
-Odwiozę cię pod same drzwi.- Uśmiechnął się zadowolony z siebie, że tak odwrócił sytuację.
-Cwaniak- skomentowałam.
No cóż, musiałam z nim jechać mimo wszystko. Nie odzywałam się do niego przez całą drogą. No bo o czym z nim miałabym niby rozmawiać?



Dobra, wydaje się, że jestem gotowa. Spryskałam jeszcze okolice szyi perfumem. Usłyszałam klakson auta, wyjrzałam za okno i ujrzałam znajome mi auto. Zeszłam po schodach i wyszłam z domu, przede mną stał on z bukietem białych tulipanów.
-Dziękuję- powiedziałam odbierając kwiaty.
-Ślicznie wyglądasz- Uśmiechnął się.
-Bardziej starałam się wyglądać ładnie dla siebie niż dla ciebie- wyminęłam go.
Wsiadłam do samochodu,a  po chwili obok mnie znalazł się chłopak.
-Zorientowałem się, że nawet nie znamy swoich imion.- Spojrzał w moją stronę -Harry.. Harry Styles- podał mi rękę.
-Cassie Williams- ścisnęłam lekko jego dłoń.
Ta podróż równie jak wczoraj minęła w ciszy.Nie wiedziałam gdzie jedziemy, ale mogłam się domyślić, że już nie jesteśmy w Londynie. Po chwili samochód się zatrzymał.
-Jesteśmy-powiedział... um Harry?
Jako dżentelmen otworzył mi drzwi i podał rękę kiedy wychodziłam. Rozejrzałam się po okolicy. Było pięknie.
-Byłaś tutaj kiedyś?- zapytał.
-Nie- odpowiedziałam mu nieśmiało.
Weszliśmy do środka. Na środku sali stała fontanna, jak podejrzewam marmurowa. Wysokie okna i drewniane i potężne stoły i krzesła. W pomieszczeniu stał tylko jeden stolik. Z jednej strony to fajne, że będziemy tutaj sami, ale z drugiej.... eh nie wiem. Zajęliśmy miejsce w wyznaczonym stoliku. Podszedł do nas kelner podając karty. Długo się nie zastanawiałam tylko poprosiłam o sałatkę cesarską. Harry wziął to samo. Kiedy kelner odszedł zaczęłam trochę zdenerwowana rozmowę.
-Dlaczego tak nalegałeś na tą randkę?-zapytałam.
Chwilę się zastanowił, po czym odpowiedział.
-Jesteś tajemnicza... chcę cię rozgryźć, ale bez pośpiechu- byłam zaskoczona, nie wiedziałam, że on mnie taką widział. Po chwili przyszedł kelner podając nam zamówienia. Zaczęliśmy je jeść.

_______ Harry _______

Cassie wydawała się być.... właściwie sam nie wiem. Mimo wszystko pociągało mnie to, jak się zachowuję. Jej ciemne oczy nie wyrażały emocji, jakby się czegoś obawiała? Druga część randki miała się odbyć na plaży. Zabrałem ją na plażę obok małego jeziora. Rozłożyłem koc na długiej trawie i zajęliśmy miejsce.
-Opowiedz coś o sobie. -powiedziała blondynka patrząc na mnie.
-O mnie?- nie wiedziałem, że będzie ciekawe dowiedzieć się czegoś o mnie. Skinęła głową, a ja zacząłem wymieniać.
-Mam 19 lat.. niebawem 20- zaśmiałem się. - Przyjaźnie się z tą paczką którą już zdążyłaś poznać, razem koncertujemy. Mam kota- na ostatnie Cassie zaczęła się śmiać, nie wiem z czego.

_____ Cassie_____

-Z czego się śmiejesz?- spytał Harry.
-Emm.... no z tego jak na końcu powiedziałeś, że masz kota.- poruszałam zabawnie brwiami. - Wiesz, czasami rozśmieszają mnie te rzeczy, które nie powinny - zaśmiałam się.
-Eh nieważne- on też się uśmiechnął.- Powiedz teraz coś o sobie.
-No to mam 19 lat, pracuję w kawiarni, mieszkam z rodzicami... jeszcze- uśmiechnęłam się słabo.- Lubię grać w nogę- uśmiechnęłam się.
-Fajnie, musisz wyglądać sexi biegając na boisku- brunet spojrzał na mnie poruszając brwiami.
Dźgnęłam go lekko w brzuch.
\
Leżeliśmy tak już dosyć długo rozmawiając. Szczerze to straciłam rachubę czasu. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że będzie tak miło......



~~~~~~~~~~~
Heeeeej! W nagrodę, że skomentowaliście dodaję dzisiaj rozdział:) Bardzo się cieszę, że pojawiły się komentarze. Mimo, że są tylko dwa to i tak to spowodowało uśmiech na mojej twarzy;) Jeśli pojawi się więcej, rozdział następny pojawi się bardzo szybko....!:))


1.05.2014

Rozdział 1

Obudziłam się w jakimś pomieszczeniu, co więcej, nieznajomej mi sypialni. Przetarłam oczy i rozejrzałam się dookoła. Nigdy wcześniej nie widziałam tego miejsca. Miałam na sobie jakąś koszulkę, prawdopodobnie męską, bo sięgała mi do połowy ud. Nie bardzo wiedziałam co zrobić. Usiadłam na skraju łóżka, ale od razu tego pożałowałam bo po plecach przeszedł mnie straszny ból. Zamknęłam oczy i odczekałam aż przeszywający ból przejdzie. Odgarnęłam włosy na bok i postanowiłam wyjść stąd. Zamykając cicho drzwi od pokoju ujrzałam schody. Obejrzałam się jeszcze wokół, było kilka par drzwi. Pomyślałam jednak, że bezpieczniej będzie jeśli zejdę wgłąb schodów. Schodziłam na dół kurczowo trzymając się poręczy. Gdy już byłam piętro niżej usłyszałam rozmowę. Dobiegała ona z drzwi naprzeciw. Wahałam się czy wejść czy jednak nie. Ale co mi zostało innego do zrobienia? Niepewnie nacisnęłam na klamkę. Kiedy weszłam do środka, wszystkie pary oczu skierowały się na mnie. Nastąpiła niezręczna cisza, ale na szczęście nie trwała długo bo po chwili jeden osobnik się odezwał.
-No, nareszcie nasza nowa lokatorka się obudziła!- powiedział z uśmiechem blondyn z niebieskimi oczami.
Podniosłam prawą brew nie bardzo rozumiejąc o co mu chodzi.
-Chodź do nas, pewnie chcesz wiedzieć co się stało.-głos zajął chłopak w lokowanych, brązowych włosach.- No nie?- dokończył.
-Um... no chcę- powiedziałam niepewnie i podeszłam do grupy.
Chłopak z grzywką postawioną na żel poklepał miejsce obok siebie dając tym sam znak abym zajęła miejsce obok niego. Usiadłam tam.
-No.. więc co się stało?- spojrzałam na każdego po kolei - Nie bardzo pamiętam.
-Wychodziliśmy z klubu kiedy zobaczyliśmy jak jeden chłopak uderzył cię łokciem w plecy. Upadłaś i poszliśmy w twoją stronę. Byłaś nieprzytomna więc nie zostawiliśmy cię zdaną na los tylko zabraliśmy do naszego domu.- Chłopak w koszulce w paski przedstawił mi jasno historię.
Byłam w szoku. Wielkim szoku. Pamiętam jedynie to jak zamykałam bar, szłam przez tą ulicę gdzie stali tamci mężczyźni...  a potem pustka. Wstałam z miejsca, chciałam stąd jak najszybciej wyjść.
-Gdzie idziesz?- spytał chłopak z tatuażami.
-Wychodzę- odparłam.- Możecie mi oddać moje ubrania?- spytałam.
-Naprawdę chcesz wyjść? No wiesz, jest 11. Zjesz z nami śniadanie i w ogóle- zaproponował blondyn.
-Dzięki, ale nie. Ja muszę już iść naprawdę.- próbowałam ich przekonać.
-Jak wolisz. Dam ci rzeczy, chodź za mną.
Obok mnie znalazł się brunet w lokach. Skinęłam głową i poszłam za nim. Zaprowadził mnie do jeszcze innego pokoju niż się obudziłam. Ze stolika podniósł moje rzeczy i podszedł do mnie
-Proszę- wręczył mi moje ubrania.
-Dzięki- posłałam mu lekki uśmiech. -I ogólnie dziękuję za pomoc. Pewnie kiepsko by ze mną było gdybyście mnie nie zauważyli.
-Nie ma za co. Możesz się mi odwdzięczyć....
-Z chęcią, ale odwdzięczyć to bym musiała się Wam wszystkim, a nie jedynie tobie.- puściłam mu oczko.
-No wiesz, to ja odstąpiłem ci sypialnię i zaniosłem wprost do łóżka jak i przebrałem- na ostatni powód na moje policzki wkradły się rumieńce. Jednak to brzmiało trochę jakby miał... problem z tym co dla mnie zrobił.
-Nie musiałeś... jeśli masz z tym problem.
-Ale chciałem, wszyscy chcieliśmy.
Już nie chciałam drążyć w ten temat.
-Em.. to ja się przebiorę- powiedziałam zmieszana.
Jednak chłopak nadal stał na przeciwko mnie, jakby nie rozumiał o co mi chodzi.- Mógłbyś wyjść? - zirytowałam się trochę.
-Nie mam nic przeciwko abyś przebrała się przy mnie.- Puścił mi oczko,  a ja ponownie się zarumieniłam.
-Lubię kiedy się rumienisz.- powiedział przybliżając się do mnie. Odsunęłam się lekko na co on jeszcze bliżej się mnie przysunął. Ja znowu odstąpiłam kroku w tył, ale nie wiedziałam że za mną jest ściana i uderzyłam się lekko w głowę. Chłopak od razu zaczął się śmiać, a ja coraz bardziej zdenerwowana zaczęłam masować się po bolącym miejscu.
-Nie denerwuj się mała- powiedział zmniejszając dystans pomiędzy nami.
-Mała to jest twoja pała- to były pierwsze słowa które nasunęły mi się na język. Od razu pożałowałam kiedy jego wyraz twarzy zmienił się na nieco poważniejszy.
-Chcesz się przekonać?- spytał.
Pokiwałam przecząco głową. Niespodziewanie złożył pocałunek na moich ustach. Byłam tak zdziwiona, że zapomniałam aby go... wyzwać? Odepchnęłam go od siebie.
-Wypierdalaj!- wyraźnie podniosłam na niego głos.
Rozbawiony chłopak wyszedł z pomieszczenia. Zacisnęłam oczy i trochę się uspokoiłam. Zdjęłam z siebie tą koszulkę i zamiast niej  założyłam na siebie to co miałam wczoraj. Sprawdziłam czy miałam wszystko w torebce, nawet nie wiem czemu. Wyciągnęłam z niej telefon. Dobrze, że do pracy mam na popołudnie, zdążę się jakoś ogarnąć. Poprawiłam jeszcze jakoś włosy i wyszłam z pokoju. Zeszłam już nieco znaną mi drogą na dół i weszłam do salonu w którym nadal siedzieli ci sami ludzie co przedtem.
-Um.. ja chciałam Wam podziękować... za nocleg i pomoc.... ogólnie za wszystko- lekko się uśmiechnęłam. -Teraz muszę już iść. Jeszcze raz dzięki za wszystko- puściłam im oczko.
Niespodziewanie wszyscy po kolei wstali podeszli do mnie obdarowywując mnie uściskami. Na końcu stał ten chłopak w lokach, nawet nie wiedziałam jak ona ma na imię. Przytuliłam go lekko i nieco niechętnie.
-Mamy nadzieję że to nie ostatnie nasze spotkanie bo wydajesz się być fajna- zaczął chłopak w bluzce w paski.
-Bo taka jestem- puściłam mu oczko a reszta zaśmiała się. - Na mnie pora- powiedziałam i powoli wyszłam z domu.



-Pa mamo!- krzyknęłam wychodząc z domu.
Przez ten czas od kiedy opuściłam dom moich ''wybawców'' zastanawiałam się czy nie zgłosić na policję tego co mi się przydarzyło. Nie mówiłam nic rodzicom, nie chciałam im dawać jeszcze więcej powodów do stresu niż mają. Gdybym nie poszła na policję mogliby znowu mnie napaść, zresztą nie tylko mnie, ale i innych przechodniów. Jednak gdybym zgłosiła mogli by się na mnie zemścić w taki sam lub inny sposób. Kiedy już weszłam do pracy nie chciałam sobie tym zaprzątać głowy tylko zabrałam się do moich obowiązków.

Dzisiaj nie było zbyt dużo ludzi, taki luźny dzień. Już drugi dzień z rzędu musiałam zamykać kawiarnię. Nie chciałam wracać tą samą drogą co wczoraj, pewnie domyślacie się dlaczego.... Wychodząc z pomieszczenia nie spotkała mnie miła niespodzianka.
-Potrzebujesz podwózki?- spytał.
Znałam ten głos...... spanikowałam.

1.04.2014

Bohaterowie

CASSIE


HARRY



ZAYN


LIAM



NIALL



LOUIS



(Eleanor, Perrie, Danielle, rodzice Cassie)

Wstęp...

-Dziękuję i zapraszam ponownie- powiedziałam z uśmiechem do klienta opuszczającego pomieszczenie.
Odniosłam brudne naczynia do kuchni po czym wróciłam na salę. Dzisiaj panował niezwykły tłok, co się dziwić. Jest lato, ludzie mają urlopy więc przychodzą do kawiarni
napić się czegoś chłodnego. Całe szczęście, że w knajpie robiło się coraz mniej tłoczno. Dochodziła 21. Wycierałam szklanki kiedy podszedł do mnie szef.
-Cassie, wiesz... bardzo się śpieszę bo...- zaczął nerwowo drapać się po głowie.
Zaśmiałam się pod nosem.
-Tak, zamnkę kawiarnię. - powiedziałam uśmiechnięta.
Shawn podniósł wzrok, a jego oczy momentalnie rozbłysnęły. Podszedł do mnie i mnie przytulił.
-Dostaniesz premię, jesteś wielka!- wziął swoją torbę i skierował się w stronę drzwi.
-Zapamiętam!- krzyknęłam kiedy wychodził.
No czyli zostałam sama. Spojrzałam na zegarek, była punkt 9 wieczorem. Poszłam po klucze na zaplecze i zamknęłam drzwi kawiarni od zewnętrznej strony. Pozamykałam wszystkie okna, sprawdziłam jeszcze czy drzwi są napewno zamknięte. Zgasiłam światła i poszłam
na zaplecze. Zdjęłam roboczy fartuch i założyłam zamiast niego moją kurtkę. Ostatni raz spojrzałam na kawiarnię. Wydaję się, że zrobiłam wszystko co należało do moich obowiązków. Wzięłam moją torebkę i wyszłam z budynku tylnym wyjściem. Po drodze był przystanek, niestety rozkład jazdy wskazywał, że już żaden autobus nie jedzie w stronę mojego mieszkania. No nic, najwyżej wrócę pieszo. Wyciągnęłam z mojej torebki Ipod'a i zaczęłam rozplątywać słuchawki. Kiedy wreszcie się z nimi uporałam włożyłam je do uszu i podłączyłam do urządzenia, włączyłam playlistę i przemierzałam ulicami miasto. Robiło się coraz ciemniej. Czułam przypływający chłód więc zapięłam kurtkę pod samą szyję. Westchnęłam kiedy Ipod się rozładował. Schowałam go razem ze słuchawkami do torebki. Przyśpieszyłam kroku kiedy stojący w jednej z bram czarnoskórzy mężczyźni zaczęli do mnie coś mówić. 
-Ej mała, zabawimy się!- krzyknął jeden z nich. 
Kiedy zorientowałam się, że oprócz tej ohydnej grupki nie ma na ulicy nikogo, przyśpieszyłam kroku. 
-Blondyneczko, nie uciekaj!- 
Kurde, oni za mną idą. Zaczęłam biec, ale po chwili poczułam mocny ból w okolicy pleców. Upadłam z bólu. Najwyraźniej straciłam przytomność.......



~I jak Wam się podoba wstęp? Mogę Wam zdradzić, że w pierwszym rozdziale pojawi się 1D ;).........
O ile pojawią się komentarze!