1.05.2014

Rozdział 1

Obudziłam się w jakimś pomieszczeniu, co więcej, nieznajomej mi sypialni. Przetarłam oczy i rozejrzałam się dookoła. Nigdy wcześniej nie widziałam tego miejsca. Miałam na sobie jakąś koszulkę, prawdopodobnie męską, bo sięgała mi do połowy ud. Nie bardzo wiedziałam co zrobić. Usiadłam na skraju łóżka, ale od razu tego pożałowałam bo po plecach przeszedł mnie straszny ból. Zamknęłam oczy i odczekałam aż przeszywający ból przejdzie. Odgarnęłam włosy na bok i postanowiłam wyjść stąd. Zamykając cicho drzwi od pokoju ujrzałam schody. Obejrzałam się jeszcze wokół, było kilka par drzwi. Pomyślałam jednak, że bezpieczniej będzie jeśli zejdę wgłąb schodów. Schodziłam na dół kurczowo trzymając się poręczy. Gdy już byłam piętro niżej usłyszałam rozmowę. Dobiegała ona z drzwi naprzeciw. Wahałam się czy wejść czy jednak nie. Ale co mi zostało innego do zrobienia? Niepewnie nacisnęłam na klamkę. Kiedy weszłam do środka, wszystkie pary oczu skierowały się na mnie. Nastąpiła niezręczna cisza, ale na szczęście nie trwała długo bo po chwili jeden osobnik się odezwał.
-No, nareszcie nasza nowa lokatorka się obudziła!- powiedział z uśmiechem blondyn z niebieskimi oczami.
Podniosłam prawą brew nie bardzo rozumiejąc o co mu chodzi.
-Chodź do nas, pewnie chcesz wiedzieć co się stało.-głos zajął chłopak w lokowanych, brązowych włosach.- No nie?- dokończył.
-Um... no chcę- powiedziałam niepewnie i podeszłam do grupy.
Chłopak z grzywką postawioną na żel poklepał miejsce obok siebie dając tym sam znak abym zajęła miejsce obok niego. Usiadłam tam.
-No.. więc co się stało?- spojrzałam na każdego po kolei - Nie bardzo pamiętam.
-Wychodziliśmy z klubu kiedy zobaczyliśmy jak jeden chłopak uderzył cię łokciem w plecy. Upadłaś i poszliśmy w twoją stronę. Byłaś nieprzytomna więc nie zostawiliśmy cię zdaną na los tylko zabraliśmy do naszego domu.- Chłopak w koszulce w paski przedstawił mi jasno historię.
Byłam w szoku. Wielkim szoku. Pamiętam jedynie to jak zamykałam bar, szłam przez tą ulicę gdzie stali tamci mężczyźni...  a potem pustka. Wstałam z miejsca, chciałam stąd jak najszybciej wyjść.
-Gdzie idziesz?- spytał chłopak z tatuażami.
-Wychodzę- odparłam.- Możecie mi oddać moje ubrania?- spytałam.
-Naprawdę chcesz wyjść? No wiesz, jest 11. Zjesz z nami śniadanie i w ogóle- zaproponował blondyn.
-Dzięki, ale nie. Ja muszę już iść naprawdę.- próbowałam ich przekonać.
-Jak wolisz. Dam ci rzeczy, chodź za mną.
Obok mnie znalazł się brunet w lokach. Skinęłam głową i poszłam za nim. Zaprowadził mnie do jeszcze innego pokoju niż się obudziłam. Ze stolika podniósł moje rzeczy i podszedł do mnie
-Proszę- wręczył mi moje ubrania.
-Dzięki- posłałam mu lekki uśmiech. -I ogólnie dziękuję za pomoc. Pewnie kiepsko by ze mną było gdybyście mnie nie zauważyli.
-Nie ma za co. Możesz się mi odwdzięczyć....
-Z chęcią, ale odwdzięczyć to bym musiała się Wam wszystkim, a nie jedynie tobie.- puściłam mu oczko.
-No wiesz, to ja odstąpiłem ci sypialnię i zaniosłem wprost do łóżka jak i przebrałem- na ostatni powód na moje policzki wkradły się rumieńce. Jednak to brzmiało trochę jakby miał... problem z tym co dla mnie zrobił.
-Nie musiałeś... jeśli masz z tym problem.
-Ale chciałem, wszyscy chcieliśmy.
Już nie chciałam drążyć w ten temat.
-Em.. to ja się przebiorę- powiedziałam zmieszana.
Jednak chłopak nadal stał na przeciwko mnie, jakby nie rozumiał o co mi chodzi.- Mógłbyś wyjść? - zirytowałam się trochę.
-Nie mam nic przeciwko abyś przebrała się przy mnie.- Puścił mi oczko,  a ja ponownie się zarumieniłam.
-Lubię kiedy się rumienisz.- powiedział przybliżając się do mnie. Odsunęłam się lekko na co on jeszcze bliżej się mnie przysunął. Ja znowu odstąpiłam kroku w tył, ale nie wiedziałam że za mną jest ściana i uderzyłam się lekko w głowę. Chłopak od razu zaczął się śmiać, a ja coraz bardziej zdenerwowana zaczęłam masować się po bolącym miejscu.
-Nie denerwuj się mała- powiedział zmniejszając dystans pomiędzy nami.
-Mała to jest twoja pała- to były pierwsze słowa które nasunęły mi się na język. Od razu pożałowałam kiedy jego wyraz twarzy zmienił się na nieco poważniejszy.
-Chcesz się przekonać?- spytał.
Pokiwałam przecząco głową. Niespodziewanie złożył pocałunek na moich ustach. Byłam tak zdziwiona, że zapomniałam aby go... wyzwać? Odepchnęłam go od siebie.
-Wypierdalaj!- wyraźnie podniosłam na niego głos.
Rozbawiony chłopak wyszedł z pomieszczenia. Zacisnęłam oczy i trochę się uspokoiłam. Zdjęłam z siebie tą koszulkę i zamiast niej  założyłam na siebie to co miałam wczoraj. Sprawdziłam czy miałam wszystko w torebce, nawet nie wiem czemu. Wyciągnęłam z niej telefon. Dobrze, że do pracy mam na popołudnie, zdążę się jakoś ogarnąć. Poprawiłam jeszcze jakoś włosy i wyszłam z pokoju. Zeszłam już nieco znaną mi drogą na dół i weszłam do salonu w którym nadal siedzieli ci sami ludzie co przedtem.
-Um.. ja chciałam Wam podziękować... za nocleg i pomoc.... ogólnie za wszystko- lekko się uśmiechnęłam. -Teraz muszę już iść. Jeszcze raz dzięki za wszystko- puściłam im oczko.
Niespodziewanie wszyscy po kolei wstali podeszli do mnie obdarowywując mnie uściskami. Na końcu stał ten chłopak w lokach, nawet nie wiedziałam jak ona ma na imię. Przytuliłam go lekko i nieco niechętnie.
-Mamy nadzieję że to nie ostatnie nasze spotkanie bo wydajesz się być fajna- zaczął chłopak w bluzce w paski.
-Bo taka jestem- puściłam mu oczko a reszta zaśmiała się. - Na mnie pora- powiedziałam i powoli wyszłam z domu.



-Pa mamo!- krzyknęłam wychodząc z domu.
Przez ten czas od kiedy opuściłam dom moich ''wybawców'' zastanawiałam się czy nie zgłosić na policję tego co mi się przydarzyło. Nie mówiłam nic rodzicom, nie chciałam im dawać jeszcze więcej powodów do stresu niż mają. Gdybym nie poszła na policję mogliby znowu mnie napaść, zresztą nie tylko mnie, ale i innych przechodniów. Jednak gdybym zgłosiła mogli by się na mnie zemścić w taki sam lub inny sposób. Kiedy już weszłam do pracy nie chciałam sobie tym zaprzątać głowy tylko zabrałam się do moich obowiązków.

Dzisiaj nie było zbyt dużo ludzi, taki luźny dzień. Już drugi dzień z rzędu musiałam zamykać kawiarnię. Nie chciałam wracać tą samą drogą co wczoraj, pewnie domyślacie się dlaczego.... Wychodząc z pomieszczenia nie spotkała mnie miła niespodzianka.
-Potrzebujesz podwózki?- spytał.
Znałam ten głos...... spanikowałam.

2 komentarze: